Archive for the ‘Man’ Category

Oh, ostatnimi czasy w żyłach mych nie płynie benzyna, lecz whisky. Ten jakże bogaty i smaczny papierowy trunek jest uważany za uniwersalny napój sfer wyższych wiążących relacje biznesowe, społeczne czy też jako towarzysz nieprzespanej nocy przy tworzeniu genialnego projektu do pracy. Jak jest z innymi alkoholami? Czy jest jakaś górna granica ceny, stosunku jakości do smaku czy może to wszystko jest na pokaz a walory smakowe niosą tyle co karton z Biedronki? Sprawdź!

10. Chateau d’Yquem (czyt. szato digujem), rocznik 1787, cena: 260 000zł
Białe wino za 260 000zł, które nie nadaje się do picia bo jest za stare.
9. Jeroboam Chateau Mouton-Rothschild (czyt. żerobłam szato mutą-rotszilt), rocznik: 1945, cena: 328 000zł
Specyfiką tego winiacza poza butelką typu jeroboam (zwiększona pojemność) jest fakt, że etykieta posiada literę V oznaczającą radość z zakończenia działań II wojny światowej. Poszło w Londynie w 1997r na aukcję i za tyle zostało kupione.
8. Chateau Lafite (czyt. szato lafit), rocznik: 1787, cena: 460 000zł
Pierwszym nabywcą kolejnego wina, którego nie da się pić był Thomas Jefferson, stąd wyryte osobiście jego inicjały.
7. 25 Year Old Pure Pot Still Whiskey (czyt. łiskEJ), cena: 467 000zł
Jedna z ostatnich butelek wyprodukowanych w Nun’s Island Distillery. Sklep pana Thomasa Arkwrightsa oferuje tę butelkę w imieniu jej właściciela. Ten, który ją kupi będzie posiadaczem najdroższej irlandzkiej whiskey na świecie.
6. Hennessy Cognac Beaute du Siecle, cena: 600 000zł
W skład zestawu wchodzi decanter Baccarat z koniakiem. Koniak ten stworzony został przez Yann Fillioux’a, a najmłodsza Eau-de-Vie wchodząca w jego skład ma 47 lat. Po naciśnięciu specjalnego przycisku, koniak wysuwa się do góry na tacce. Projekt skrzyni i całego zestawu wykonał między innymi, Jean-Michel Othoniel. Jak kupisz taki zestawik to kurierem osobistym okaże się jeden z członków zarządu Hennessy, losowo wybrany.

A teraz same hardkory

5. Ultra Premium Tequila Ley .925, cena: 650 000zł
Trunek pochodzi z destylarni Hacienda La Capilla w Los Altos. W jego skład wchodzą 8-, 10- i 12- letnie destylaty agawy. Dyrektor generalny destylarni oznajmił, że pochodzenie beczek, w których leżakował alkohol jest ściśle tajne. Wydaje się, że w tym wypadku wartość tequili przewyższa butelka, która jest pokryta złotem i platyną o_O.
4. Heidsieck z roku 1907 wydobyty z wraku zatopionego statku, cena: 800 000zł
Taka historia zdarza się tylko raz. Butelki szampana Heidsieck mają teraz ponad 100 lat. Zostały one wysłane rosyjskiej rodzinie królewskiej w roku 1916. Niestety statek przewożący butelki zatonął przy wybrzeżach Finlandii. Ponad 200 nienaruszonych butelek szampana czekało 81 lat w ładowni zatopionego statku, aż odnaleźli je nurkowie w roku 1997. W tej chwili szampan ten jest wreszcie dostępny w hotelu Ritz-Carlton w Moskwie. Oczywiście jest to najdroższy szampan na świecie.
3. Mendis Coconut Brandy, cena: 2 900 000zł
To pierwsza na świecie butelka brandy z kokosów ze Sri Lanki, która została oficjalnie dopuszczona do sprzedaży właśnie jako brandy kokosowa. Jej wartość producent wycenił na 1,000,000 $. Butelka jest podpisana przez W. M. Mendisa – założyciela destylarni, która działa od roku 1947. Wio kokos!
2. Diva Vodka, cena: 3 040 000zł
Oto najdroższa wódka świata. Zaskakująco nie pochodzi ona z Rosji, ani Polski. Szkocka! Pomimo że Diva jest potrójnie destylowana, a następnie filtrowana na węglu drzewnym z brzozy, jej cena nie wynika wcale z kunsztu linii produkcyjnej. W butelce Divy, znajduje się 48 szlachetnych i półszlachetnych kamieni takich jak: cyrkonia, topaz, różowy turmalin, ametyst, cytryn i peridot. Każda osoba układająca kamienie w wódce, na dół wkłada swój ulubiony kolor, a więc każdą butelkę można powiązać z jej twórcą. Można też tworzyć własną kombinację, ale cena wtedy idzie w górę++.
1. Henri IV Dudognon Heritage, 5 750 000zł
Koniak… choć wydaje się to dość nieprawdopodobne, trunek ten podobno leżakuje przez ponad 100 lat. Zawartość alkoholu w tym trunku to 41%. Butelka wykonana została przez jubilera Jose Davalosa dla firmy Tequila Ley, stąd butelkowa podobizna. Wielkie znaczenie ma tutaj również butelka. Jest ona pokryta 24 karatowym złotem i platyną oraz inkrustowana brylantami. Zapewne nie stanie się ona wazonem po wypiciu całego koniaku…, ale jakby nie było gdzie się wysikać w aucie – myślę, że sprawdziłaby się idealnie.

Mam dość, oficjalnie mam dość tego pisku w uszach. Wytaczam ciężkie argumenty jakimi są:

Parafina ciekła, czyli olej parafinowy – powszechnie stosowany w kosmetyce. Ostatnio będąc u laryngolog dowiedziałem się, że znakomicie zastępuje cholerne patyczki upychające wosk w uchu. To ciekawe połączenie ropy naftowej i węgla brunatnego potrafi tę woskowinę rozpuścić bez szkody dla organizmu. Tej, jak masz rano suche dłonie przez twardą wodę – parafina również Ci pomoże (tak, jeżeli męczyłeś kuśkę to też). Parafina pomaga, dodatkowo jest fajny efekt uboczny – z uszu wydziela się ciepło. Uspokaja na parę chwil, może na dłuższą metę profilaktyka będzie stanowiła o większej skuteczności.

 

 

Woskowanie (konchowanie) uszu – niedoceniany zabieg niekonwencjonalnej medycyny wschodu. Da się go wytłumaczyć naukowo nawet. Rulonik specjalnej bawełny jest nasączony woskiem pszczelim, parafiną i kilkoma dodatkowym składnikami. Taki rulonik jest umieszczany w uchu i następnie podpalany. Jak wiadomo spalanie w tunelu generuje podciśnienie, wobec czego może nastąpić efekt “odetkania” ucha, lub wręcz jego wyczyszczenia. Należy woskować oba ucha dla wyrównania ciśnienia trąbek Eustachiusza. Tego krótkiego siedmiominutowego zabiegu nie należy przeprowadzać samodzielnie ze względu na możliwość poparzenia, a po drugie świeca musi stać całkowicie prostopadle i nieruchomo. Sprawdzę w najbliższym czasie.

 

 

 

Na koniec wisienka na torcie:

Terapia kurde manualna – metoda ta stosowana jest w dysfunkcjach narządu ruchu będących wynikiem przeciążenia, urazów bądź zapalenia stawu, mięśnia, skóry lub nerwu. Terapia ta wykonywana jest bezpośrednio rękami terapeuty bez użycia żadnych aparatów i urządzeń. Celem jej jest usunięcie stwierdzonych zaburzeń – czyli przyczyn dolegliwości – i związanych z nimi objawów bólowych. Zabieg terapii manualnej poprzedzony jest zawsze wywiadem oraz diagnozą manualną tj. funkcjonalną analizą strukturalną. Techniki  stosowane w terapii manualnej to techniki tkanek miękkich, masaż funkcyjny, masaż poprzeczny, trakcje, mobilizacje, manipulacje, ćwiczenia lecznicze. Czy może to pomóc na szumy w uszach? Szczerze mówiąc nie wiem, lecz na stronie masażystów, którzy specjalizują się w tej technice – ten objaw występuje zwykle w pierwszej piątce, więc zakładam, że rzeczywiście ma to sens. Biorąc pod uwagę, że cena zabiegu to drobne 30zł, postanawiam wybrać się do Kudowy Zdroju wraz z moją empirystyczną naturą dojścia do prawdy i odpowiedzi na pytanie czy rzeczywiście to wszystko ma sens.

Mam nadzieję, że wpis, który będzie okraszony numerem cztery będzie konkluzją i zamknięciem raz na zawsze tematu krzyczącego anioła w mojego głowie.

Byłem wczoraj u laryngolog, jednej lepszej w Opolu. Zajrzała mi do ucha, była przerażona tym co zobaczyła w lewym. Próbowała wyciągnąć to coś. Nie dało się. Wzięła większy kaliber, który również okazał się zbyt delikatny na ubity ul, który sam sobie zbudowałem rozdziewiczając biedne ucho patyczkiem wtedy gdy ochota była. Wkurzyła się, wzięła wielką strzykawkę z wodą i trysnęła mi do ucha tak mocno, że aż łzy poleciały z moich oczu, które na co dzień były przyjaciółmi. Ponownie nie pomogło. Spróbowaliśmy więc jeszcze raz, tym razem tryskając pulsacyjnie. Ufff, rozruszało się, zacząłem czuć ulgę. Wróciliśmy do narzędzi manualnych i jeeest, materiał poddał się nieefektywnie. Nie wystrzelił jak korek od dobrego bułgarskiego wina, jednak rozpadł się na wiele małych cząstek, które wypłynęły niczym posiadłości samurajów podczas tsunami w Fukushimie.

Ulga.

Wieczorem jednak ponownie zacząłem słyszeć dźwięki. Zacząłem się zastanawiać czy nie jest to może anioł (Tyrael?), który przemawia do mnie prosząc mnie o zgodę na bycie jego ziemskim naczyniem. Nie wiem. Nie wiem co mam myśleć. Pozostało mi podejmować kroki desperackie by wyłączyć ten straszliwy pisk, który gdyby choć trochę przypominał jęki rozpalonej kobiety – byłby ukojeniem. Postanowiłem, zaryzykuję. Położyłem się do łóżka, panel nawigacyjny wskazywał stronę simplynoise.com, a potencjometr ustawiony na 30% oscylował aż do 60. White Noise. Biały szum. Ubrałem słuchawki, próbowałem zasnąć. Chwilami nawet wychodziło, jednak nieustępliwy ucisk w pęcherzu nie pozwalał mi relaksować się długo ową błogością. Cholerny biały szum przypomina dźwiękiem wspaniałe morskie fale. Dodatkiem do całości była oscylacja, która nakładała na fale piękny efekt wietrznej bryzy. Nie dało rady, sikanie non-stop to jedyne co można uzyskać słuchając szumu białego, pierwotnego. Jeszcze tylko dźwięku fruwających mew brakowało.

Podejrzewam, że szum różowy mógłby nieść efekty podobne, dlatego dziś jedyne co mi pozostaje to oprócz piekących oczu od nasłuchiwania tej niedorzeczności – szum brązowy. Lecz winnym postawić pytanie, czy nazwa szumu nie jest prorocznym kolorem tego co z tego powstanie?

Uśmiech – mawia się, że należy się uśmiechać nawet gdy nie ma z czego się śmiać, bo nigdy nie wiadomo kto się w tym zniewoleniu zauroczy. Pierdu-pierdu, ale sens to ma. Pierwsze wrażenie jakie się robi na otoczeniu to wygląd i nikt mi nie powie, że jest inaczej. Jeżeli wyglądasz na zadbanego, a dodatkowo się uśmiechasz to możesz być potencjalnym kandydatem na przyszłego reproduktora dodając do tego romantyczny wątek miłosny i mnożąc to wszystko przez pojęcie szczęścia.

Dlatego warto mieć zdrowy, biały uśmiech.

Kilka lat temu po wielu latach dojenia butli Coca-Coli, czipsów i jagód stwierdziłem, że warto zająć się moim uzębieniem, które dorównywało żółci w mordzie starego czarnoksiężnika z powieści “Czarna Krypta”.

#Biała Perła

Jako kompletny laik tematu poczytałem w internecie o środku Biała Perła. W tamtych zamierzchłych czasach środek ten był reklamowany jako działający po 21 dniach. W dobie gonitwy za wszystkim za czym da się podążać, dzisiaj na opakowaniu jest napisane, że efekt gwarantowany jest w 10 dni. Zestaw wygląda tak:

Składa się z magicznej pasty, dwóch wkładek formujących się do kształtu uzębienia pod wpływem ciepłej wody oraz aplikator pasty do wkładek. Zakłada się, łazi się z tym i po dziesięciu dniach efekt… JEST. I co ciekawe jest widoczny bardzo dobrze i jest trwały. Także jeżeli ktoś ma czas i chęci to polecam. To rozwiązanie moim zdaniem jest totalnie nieinwazyjne, jednak jest to proces długotrwały i rozciągnięty w czasie.

#Pure Lite

Ostatnimi czasy na grouponie w moim mieście pojawiła się oferta z gabinetu kosmetycznego, który wybiela zęby metodą Pure Lite. Pomyślałem, że skorzystam, bo w końcu rabat z 700zł na 99zł to czemu nie. Poszedłem i wyglądałem tak:

DSC_0091

Zabieg polega na nałożeniu specjalnego żelu na uzębienie, a następnie naświetlanie lampą LED’ową. Uzyskany efekt to z D2 na C3 jeżeli dobrze zrozumiałem. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że efekt utrzymał się zaledwie przez 24h. Pomimo zachowania pełnej białej diety nie udało mi się przedłużyć efektu wybielania. Gdzie leżała przyczyna? W tym, że był to gabinet kosmetyczny, a nie stomatologiczny i nie robiliśmy tego “po Bożemu”. W ogóle przez atmosferę i przygaszone światło zasnąłem na tym cholernym stole i cała ślina z pyska wylała mi się na sweter, gdyż umieszczony w jamie ustnej rozwierak blokuje możliwość jej zamknięcia.

#Beyond

Postanowiłem więc zakupić groupona z innej oferty. Tym razem z Gabinetu Stomatologii Estetycznej! To był strzał w dziesiątkę z uwagi na fakt, że Pani stomatolog przed zabiegiem zaproponowała mi ściąganie kamienia i piaskowanie i to niesamowicie poprawiło jakość uzębienia i stworzyło wrażenie dużej przyjemności w ustach. Zęby się stały śliskie i wypolerowane. Następnie dziąsła zostały zabezpieczone i zostałem poddany podobnej metodzie wybielania do Pure Lite, z tymże podobno lepszej, określonej jako Beyond. I muszę przyznać, że efekt jest niezły:

Bez-nazwy-1

Tak. Mam diastemę i jest urocza, więc wal się. Uzyskany kolor według kolornika Opalescence to A2. Metoda jest droższa od Pure Lite, ale po tygodniu od jej stosowania pomimo picia espresso oraz wcinaniu batoników z jagodami – efekt zmniejszył się może o 1 ton.

#Karbimid

Najlepszą metodą moim zdaniem, ale jednocześnie najdroższą i nie należy jej wykonywać samodzielnie, bo po pierwsze nigdzie się tego środka nie kupi, a po drugie może dojść do martwicy dziąseł – jest środek stomatologiczny zwany karbimidem. Wybiela spanikowanym pannom młodym uzębienie na A1 z ogromną gwarancją sukcesu, jednakże to swoje kosztuje. Jego wysokie stężenie (20-36%) jest dosyć niebezpieczne dla całej jamy ustnej, więc lepiej nie kombinować tylko wydać pół wypłaty u stomatologa. Dla przykładu stężenie Beyond to 6% – żartów nie ma.

#Sumienność

Najlepszą jednak metodą jest sumienność. Jeżeli planujesz zakupić Białą Perłę to warto po jej stosowaniu dokupić pastę Pearl White. Co prawda ja miałem ją ściąganą z USA, jednak wystarczy swojego stomatologa zapytać o dobrą pastę podtrzymującą efekt wybielania, a myślę, że znajdzie odpowiednią, bądź specjalnie dla Ciebie ją sprowadzi. I tak o to wygląda mój zestawik:

DSC_0104

Na zdjęciu widoczne są: dwie szczęki przygotowane przez znakomitego protetyka, pasta pearl white z efektem wybielania (koszt opakowania 50zł), mała pasta podróżna BlanX, nić dentystyczna (bo po ściąganiu kamienia robią się niewielkie szczeliny między zębami i trzeba je czyścić) oraz dwie strzykawki z karbimidem, ale przypominam, że nie wolno ich stosować samodzielnie. Jedynym mankamentem Pearl White jest fakt, że nie smakuje jak powszechna pasta do zębów, a jak mentholowy żel przeciwbólowy Ben-Gay, tragedia, ale czego się nie robi by być pięknym.

Nie ma białego śniegu to przynajmniej niech zęby będą białe.

Ok. Lubię dobrze pachnieć, to ważny aspekt życia codziennego. Wielu facetów o tym zapomina. Zakładam, że wtedy w kobiecie budzi się jedna z emocji: obojętność, bo facet nic nie wyraża, ani nie emanuje (wyłączając niezwykły charakter), bądź co gorsza – śmierdzi, więc odpycha.

Skończył się mój perfumik, Lacoste zielony i stałem przed wyborem zakupu nowego. Zastanawiałem się czy wybrać “pewniaka” czyli Hugo Boss Bottled, czy może coś ciekawszego. Z moim ciekawskim charakterem poza wąchaniem w Douglasie i Super-pharmie postanowiłem sprawdzić czym perfumują się polscy faceci.

Zebrałem kilka statystyk. Następnie wybrałem się wyniuchać do sklepów i poczytać.

TOP 5 ALLEGRO:

1. Ferrari Black – wygrywa zapewne przez cenę rabatową (49zł). Osobiście nie miałem okazji przetestować, myślę, że chodzi o markę, tak jak moda nakłania do kupowania ręczników z logo Ferrari za 99zł, tak też można zarobić w ten sposób na wodzie toaletowej. Niby kurde nic niezwykłego, więc moim zdaniem cena. Limonka,  jabłko, śliwka, różne gatunki róży oraz wanilia (ostrożnie, nie wszystkie panie lubią wanilię).

 

2. Davidoff Cool Water – Ta marka za młodych lat kojarzyła mi się wyłącznie z fajkami i to eksklusywnymi. Perfumy powszechnie uważane są jako szyk, wyjątkowość, zgodność z byciem modnym mężczyzną, więc nie mogło w głowach kupujących facetów zabraknąć tej marki. W zapachu coś jakby Lacoste Essential z dodatkiem rozmarynu i mięty. Jednak trzeba uważać, nie wszystkie kobiety lubią zapach łazienkowej lawendy, która jest w nucie głowy.

 

3. Paco Rabane 1 million – Przyznam się szczerze, że jak przeglądałem to opakowanie w Douglasie to robiło całkiem dobre wrażenie pod względem łechtania mojego ego. Który facet nie pragnie władzy, pieniędzy, trochę gangsterstwa? Dokładnie takie jest opakowanie, jak i sam zapach. Bardzo ciekawy produkt. Występuje też w zasadzie w każdym opłaconym rankingu.

 

 

4. Azzaro Chrome – Znany i lubiany od lat. Jest to marka ciekawa pod tym względem, że nie jest ona promowana jak dla typowego samca alfa, ale jako perfum rodzinny. W sensie dla każdego faceta w dowolnym wieku, poczynając od prawiczego chłopca, a kończąc na spełnionym starcu. Bardzo pochwalam takie podejście, bo w końcu taka jest definicja perfum – powinieneś Ty i Twoje otoczenie pod ich wpływem dobrze się czuć, a nie tylko po to by zaciągać laski na oranko.

 

5. Versace Man Eau Fraiche – O ile markę Versace znam i cenię w wśród perfum dla kobiet (Crystal Noir!) to jeżeli chodzi o typ męski, nie mam zupełnie doświadczenia. Czytałem jedynie o nim opinie i wygląda, że nie jest to nic szczególnego, więc skąd popularność na allegro? Myślę, że marka, niestety, aczkolwiek nie omieszkam spróbować kiedyś. Jeżeli nie tego, to na pewno Versace Dreamer.

 

 

TOP 5 CENEO/SKĄPIEC (podobne wyniki):

1. Paco Rabane 1 million – Na pierwszym miejscu dubel. Na drugim uplasował się zapach Invictus, który bardzo zainteresował mnie w sklepie. Jednak jego cena była około 50% wyższa w porównaniu do sztabki złota. Jest to dla mnie szok, zważywszy na miętę w głowie, kardamon w sercu, a baza opiera się na ambrze i skórze. Niezwykłe połączenie, na pewno zapach jest wyjątkowy.

 

 

2. Hugo Boss Bottled – No, czekałem by ten zapach znalazł się w rankingu. Znany i lubiany, można powiedzieć, że “sprawdzony” na randki, oraz w zmaganiach codziennego życia towarzyskiego. Kto nie jest pewny jaki zapach mu się podoba – niech weźmie ten. Lubimy zapach owoców, stąd w składzie m.in jabłko, mandarynka, bergamotka, limonka, cynamon, geranium, aksamitka, goździk, mech, drzewo sandałowe, piżmo, wetyweria, drzewo cedrowe, drzewo oliwne. Mieszanka wybuchowa, jednak działa.

 

 

3. Giorgio Armani Aqua Di Gio – Intrygujący zapach, który pojawia się w zasadzie w każdym ogólnodostępnym rankingu na bardzo wysokim miejscu, często na podium. Zapach jest fajny bo ponadczasowy, w części głowy jest cytrus, w sercu jaśmin, a w bazie piżmo i róża, więc to połączenie zawsze da dobry, trwały zapach, który lubią kobiety.

 

 

4. Christian Dior Fahrenheit – Jeżeli przeglądałeś różne fora, zwłaszcza fitness, sportowe, aktywny tryb życia i widziałeś tam pytania młodych mężczyzn “jaki zapach jest najlepszy dla faceta?” to z reguły miłe panie odpowiadały, że ten. Zapach jest bardzo męski, orzeźwiający, jakbyś był drwalem zmagającym się z porannym drągiem w zeszronionym lesie. Kto by pomyślał, że zapach określający męskość to głóg, drewno sandałowe i cedr, ale… to działa!

 

5. Lacoste Essential – Do niedawna mój osobisty faworyt, więc bardzo mnie cieszy fakt, że zamyka ranking. Jeżeli szukasz taniego perfumu, który łączy w sobie cechy Aqua Di Gio i Fahrenheita, a dodatkowo jesteś dosyć aktywny fizycznie (jest to intensywny perfum) to jest to dobre rozwiązanie dla Ciebie.

 

 

POZA RANKINGIEM:

Emporio Armani – Diamonds – Ok. Poza rankigniem jest jeszcze bardzo wyjątkowy gość. Określiłbym go mianem erotycznego eksperymentu na kobietach, bo jak się nim wypsikasz to gdzie nie pójdziesz to powietrze faluje od temperamentu i bijącego gorąca od tego zapachu. Dlaczego? Wiadomo, że to co pikantne, ostre jest afrodyzjakiem. To wyobraźcie sobie nutę głowy na bazie cytryny i pieprzu. Jak dotrzeć do kobiety? Oczywiście poprzez żołądek, POPRZEZ CZEKOLADĘ. Taka jest nuta serca, połączona oczywiście z drzewem cedrowym (drwal w czekoladzie). Na domiar wszystkiego bazę zamyka powszechny afrodyzjak – wetiwer. Ten zapach w ogóle ciężko nazwać wodą toaletową, bo działa jak feromon, jednak nie utrzymuje się na ciele tak długo jak pozostałe, bo zaledwie po 5-6h znika całkowicie. Jednakże dla kasiastych, szukających wrażeń – polecam gorąco.

Holy fuck, o czym ja piszę.