Archive for the ‘Lifehack’ Category

Przypałętała się do mnie cholerna katorga – wysokotonowe szumy w uszach. Irytujące jest do tego stopnia, że mózg chce się przestawić pieprzoną dulszczyznę, a co za tym idzie – nerwica, depresja, słaba kuśka. Wiecie. Kto lubi czuć się na kacu całe dnie?

Na szczęście jestem na takim etapie, że nie jest mi to groźne, ale przejmować czas się zacząć.

Jak to gówno powstaje?

W moim przypadku przyczyn jest tyle ile każdy może mieć oddzielnie. Począwszy od samczego nie noszenia czapek rano po myciu głowy, a skończywszy na dousznych słuchawkach, które tak naprawdę powinny służyć do wsadzania sobie je w cztery litery. Straszliwy zysk dla laryngologów ten wynalazek. No ale nieistotne. Najfajniej jest gdy po prostu gromadzi się nadmiar miodu w uszach i się przytyka, a współczesny świat usilnie podpowiada Ci, żebyś używał wąskich pałeczek wokół dziurki usznej, a nie wpychać je do środka i poczuć się znowu młodo jakby się kochało z dziewicą, bo doprowadza to do wpychania owej woskowiny, co może doprowadzić do uszkodzenia bębenka. Co za świat.

Rozwiązań jest kilka

Drogim, długotrwałym i pewnym jest habituacja czyli cholerne przyzwyczajenie słuchu to tego, że gdzieś tam jest i oszukanie organizmu poprzez wmówienie mu, że go nie słychać.

Podobną metodą, jest użycie generatora szumu białego, tylko ja pieprzę – co najmniej 8h dziennie trzeba słuchać jeszcze gorszego pisku. Metoda podobna do habituacyjnej, z tymże Twoja atrakcyjność wśród samic spada, gdy widzą, że masz dwa aparaty na uszach jak pomocnik Lando Carlisiana w Imperium Kontratakuje. Ewentualnie spróbować włożyć z tym słuchawki na noc i zasnąć, ale to może być ciężkie. No i kiedyś była taka metoda na powiększanie cycków, ale okazała się klapą.

Wiecie co ja robię?

Początkowa metoda leczenia poprzez olewanie problemu – nie sprawdza się na dłuższą metę. Jednak jestem fanem wszystkiego co naturalne. Co tak naprawdę pomaga, jest związane z całą głową.

Grunt to wysypiać się, relaksować się dużo. Jeżeli w pracy wyganiają Cię na dwutygodniowy urlop to… jedź na urlop! Tylko nie nurkuj za szybko bo może Ci ciśnienie skoczyć i zamiast w pałce, pójdzie do rzadziej używanej główki.

Należy unikać tych pieprzonych słuchawek dousznych, ale słuchawki tradycyjne i słuchanie muzyki – pomaga! Idziesz do pracy, do szkoły, jesteś na treningu – słuchaj muzyki w normalnych słuchawkach!

Czyszczenie uszu u laryngologa – czyli płukanie, oczywiście, polecam! Nie polecam samemu.

Woskowanie uszu – samodzielne lub u specjalisty. Jest to fajny zabieg, nietypowy. Palisz sobie pseudoświecę nad głową i partnerka musi Ci trzymać głowę na kolanach. Kosztuje 30zł, a może być zajebistą grą wstępną. Jeżeli nie pomoże samo woskowanie, to przynajmniej seks z kobietą życia Cię zrelaksuje, so fuck hard, or go home.

Wizyta u psychoterapeuty – nie ma co się oszukiwać, że podłoże może być również neurologiczno-nerwicowe, więc jeżeli schowasz dumę do kieszeni i się wybierzesz do terapeuty, to tylko chwała Ci za to. Jest to lekarz jak każdy inny i jak słyszę, że “nie będziesz robił ze mnie psychola!” to nóż mi się w kieszeni otwiera, bo to średniowieczne i żałosne.

Ćwiczenia na co dzień!

Znalazłem ciekawą metodę, która w zasadzie spowodowała, że napisałem te bzdety powyżej, bo rzeczywiście rozluźniła mnie od tego pieprzonego dźwięku na parę minut, więc widzę w niej nadzieję na lepsze jutro, a może dalej myślę o grze wstępnej? Ah, fuck it. Ok, do rzeczy.

Instrukcja: usiądź wygodnie na kanapie, fotelu, byle nie na twardym. Masz czuć relaks. Zamknij oczy, nie myśl o niczym. Namierz sygnał pisku… da się go wyczuć. Jest to taki pasek fali dźwiękowej okalający połowę obwodu głowy od ucha do ucha mniej-więcej na wysokości łączenia szyi z głową. Namierz go i spróbuj poprzesuwać przez chwilę. Co powinieneś czuć? Że ton pisku zmienia się, nie ustaje, ale wydaje się maleć. OK! Jak jesteś na tym etapie to zajebiście. Czas go zniszczyć. Uwaga! Niemożliwe. Do zamkniętych oczu dołóż teraz zatkane uszy. Weź swoje kochane ręce, które na co dzień służą Ci do pieszczot i kciukami, lub wskaźnikami zatkaj sobie uszy, na początku delikatnie, a później co raz mocniej, aż w końcu będziesz słyszał wnętrze swojego ciała. Potrwaj tak kilka minut, nieustannie przesuwając pisk niżej i wyżej. Możesz spróbować dłużej – na dłużej powinien być efekt.

Advertisements

Złość – duma – miłość – szczęście. Niezłe podobieństwo, czyli czasami złość jest zdrowa.

Wstyd jest Spider-manem.

Powszechnie wiadomo, że prawdopodobieństwo wygranej szóstki w Lotto wynosi 1:~13mln.

Policzyłem sobie prawdopodobieństwo zakładu systemowego, czyli od 6++ liczb do 12.

Przy losie zaledwie za 2772zł, prawdopodobieństwo trafienia szóstki spośród dwunastu skreślonych liczb z 49 wynosi zaledwie 1:15134. Zakład ma jeszcze dodatkowy profit, że Totalizator przyjmuje wszystkie możliwe kombinacje trafień, czyli jeżeli trafi się trójkę, to dostaje się wielokrotność tej kombinacji (przykładowo 84 wygrane za trzy trafione liczby). Zakładając, że trafi się trójkę (P(A)=1:8!) to średnio bez kumulacji można wyciągnąć 2000zł, czyli zaledwie 772zł w plecy. Trafienie czterech liczb z dwunastu (P(A)=1:42!) to 224 trafione trójki i 28 trafionych czwórek. Czwórka średnio jest za 140zł, trójka za 24zł, wobec czego 3920zł+5376zł = 9296zł minus koszt losowania 2772zł, co daje 6524zł na czysto.

W czystej teorii grając 42 losami na 12 skreślonych liczb (czyli płacąc nieco powyżej 100000zł) można już liczyć całkiem niezłe zyski co losowanie, tylko oczywiście kogo na to stać.

Zgodnie z tabelą, będę musiał się zastanowić nad spróbowaniem zagrania wyższą stawką.

 

1. Wejść na swoją stronę
2. F12 @ FF, Chrome
3. Kliknąć Console
4. Wkleić kodzik javascript
5. Enter

Po krążącej w sieci plotce na temat podwójnego etykietowania OSHEE SHOT Witaminy, postanowiłem to sprawdzić i co? Otrzymałem puszkę ze świeżutkiej partii i okazało się, że to prawda! Jednak bardziej jestem zadowolony z mojego instynktu. Gdy nagle ze sprzedaży zniknął OSHEE SHOT: Love, mój ulubiony postanowiłem, że przerzucę się na OSHEE SHOT: Witaminy :-), czyli mój nos podpowiedział mi, że łykam to samo. Genialne.

Obrazek

 

Pomimo, że to jest drobne oszustwo to ja jestem pozytywnie zaskoczony. Jeżeli był to wyłącznie marketing szeptany, to zacny. Jeżeli wyszło z przypadku, że OSHEE LOVE ma niską sprzedaż, bo jest targetowany tylko na myszoworów, którzy non-stop uprawiają seksy i warto zmienić mu nazwę na Witaminy + Minerały, to też się nie obrażam.

Nowy skill: SEP E 1kV.

Posted: 26 October 2011 in Lifehack
Tags: ,

Whoah. Lubię elektronikę, elektrykę. Mam to w genach po Tacie. Kto jednak pomyślałby, że zostanę członkiem Stowarzyszenia Elektryków Polskich w zakresie eksploatacji urządzeń do 1000V? Certyfikat jest ważny 5 lat. Moim zdaniem, a w zasadzie zdaniem kodeksu, każdy kto pracuje ze sprzętem elektronicznym winien posiadać te uprawnienia. Szkolenie i egzamin nie są trudne jeżeli ktoś uczył się fizyki w liceum, a elektrotechniki na studiach.

SEP E.